Myśmy rebelianci - Śpiewnik - Żołnierze Wyklęci - Wilcze Tropy

Mazowsze i Podlasie w ogniu 1944-1956

Śpiewnik

MYŚMY REBELIANCI

(autor nieznany mel. I Brygada)

 

Rzuciliśmy swe własne domy, d A

rzuciliśmy najbliższych nam, A d

nie po to by pisano tomy, d A

lub aby zdobyć serca dam. A d

 

Refren: Myśmy rebelianci, F

polscy partyzanci. d

Poszliśmy w las, g

bo nadszedł czas, bo nadszedł czas.  d A d

 

Nie chcemy sierpów ani młotów

i obrzydł nam germański wróg,

na pomstę mamy dziś ochotę

za Polskę spłacić krwawy dług.

Refren: Myśmy rebelianci ...

 

Idziemy dziś na polskie szosy,

idziemy na zasadzek moc,

bo chcemy zmienić wojny losy,

więc idziem w dzień i idziem w noc.

Refren: Myśmy rebelianci ...

Piosenka „Myśmy rebelianci...” znana była przed laty jako hymn „Ragnerowców”. Z końcem zimy 1943 r. w rejonie Bielicy i Niecieczy (pow. Lida, woj. nowogródzkie; obecnie - Białoruś) wyruszył w pole zawiązek pierwszego polskiego oddziału partyzanckiego AK nad Niemnem. Komendę nad nim objął ppor. Czesław Zajączkowski „Ragner”. Po roku działalności oddział ten przemianowany został na IV batalion 77 pułku piechoty AK, liczący blisko tysiąc żołnierzy, wśród których około 30% to miejscowi prawosławni. Tak masowy napływ ochotników do oddziału wynikał z jednej strony z obywatelskiego podejścia „Ragnera” do ludności i żołnierzy - bez różnic na wyznanie czy narodowość, a z drugiej strony - spowodowany był okolicznością, iż jego batalion walczył nie tylko z Niemcami, ale bronił też mieszkańców nadniemeńskich wiosek przed wrogą partyzantką sowiecką.

Na Nowogródczyźnie i Wileńszczyźnie trzeba było bowiem walczyć z obydwoma wrogami Rzeczypospolitej - z siłami III Rzeszy Hitlera i Rosji Sowieckiej Stalina. „Ragnerowcy” rozbijali posterunki żandarmerii i policji, atakowali samochody z policyjnymi siłami okupanta, toczyli boje z obławami niemieckimi. Ale też szli „na zasadzek moc” przeciwko „partyzanckim” oddziałom bolszewickim, grabiącym i terroryzującym miejscową ludność.

„Ragner” należał do tych dowódców AK, którzy nie złożyli broni przed Sowietami w lipcu 1944 r. Był najwybitniejszym organizatorem oporu przeciw sowieckim okupantom w centralnej części woj. nowogródzkiego. Dowodzone przez niego oddziały wchodzące w skład zgrupowania „Południe” wykonały setki akcji przeciw NKWD i sowieckiej administracji. W liście z września 1944 r. skierowanym do władz sowieckich w Lidzie „Ragner” informował, że w odwet za zbrodnie popełnione przez komunistów na ludności Nowogródczyzny będzie likwidował przedstawicieli aparatu okupacyjnego. Od kul „Ragnerowców” ginęli więc funkcjonariusze i agenci NKWD, pracownicy sowieckiej administracji organizujący łapanki Polaków do Armii Czerwonej i denuncjatorzy. Komendant „Ragner” był najbardziej znienawidzonym i poszukiwanym przez Sowietów dowódcą polskiego podziemia na Nowogródczyźnie. Mówili o nim: „czort w oczkach” (diabeł w okularach). Poległ wraz z kilkoma żołnierzami 3 XII 1944 r., okrążony pod Niecieczą z 30-osobowym oddziałem osłonowym przez 1.400 funkcjonariuszy NKWD wspartych artylerią i bronią pancerną. Do dziś nie ma grobu, ciała partyzantów zabitych pod Niecieczą zostały zabrane przez NKWD i zakopane w nieznanym miejscu. Ostatnie grupy wywodzące się ze zgrupowania „Ragnera” broniły polską społeczność kresową przed bezprawiem sowieckiego okupanta do 1949 r. 

Ppor. Czesław Zajączkowski ps. „Ragner”, dowódca IV batalionu 77 pp AK, a następnie Zgrupowania „Południe” na Nowogródczyźnie, zginął 3 XII 1944r., miał 28 lat.

Kpr. Leon Zajączkowski „Drzewica”, młodszy brat ppor. „Ragnera”, harcerz, dowódca drużyny w IV/77 pp AK. Poległ wraz z ppor. „Ragnerem” 3 XII 1944 r.

 

Ppor. „Ragner” (trzeci z lewej) z grupą swoich żołnierzy. Czwarty z lewej plut. Stanisław Tobota „Ojciec” (został śmiertelnie ranny 3 XII 1944 r.)